| Wakacje z rodzinką |
|
Pierwszego dnia, nie zwracając uwagi na resztę rodzinki, wyszłam z ośrodka od razu po śniadaniu. Chciałam zobaczyć o co chodzi w tej Łebie, że wszyscy się o niej tak dobrze wypowiadają. Z bocznej uliczki na obrzeżach szybko dotarłam do centrum. Było dość sympatycznie, tłumy turystów sprawiały, że często trzeba było chodzić bokiem (zupełnie jak w tej piosence perfektu – kto chodzi bokiem). Masa sklepików z pamiątkami, ale to nie one mnie najpierw przyciągnęły. Za nos ciągały mnie za to budki z goframi i lodami. Przy 30 stopniach gofry wydają się być mało chłodzące jednak nie potrafiłam się oprzeć. Chwilę potem okazało, się że Łeba jest znacznie mniejsza niż jeszcze przed chwilą mi się wydawało. Po upragnionych chwilach samotności natknęłam się na.... zgadnijcie kogo... oczywiście moją cudowną rodzinkę. O dziwno mój szampański wakacyjny nastrój nie został zmącony tym zajściem. Już w piątkę pomaszerowaliśmy na plażę, po drodze wybierając restaurację, w której zjemy obiad za parę godzin. |

Nudne wakacje z rodzinką to coś niemożliwego. Te rozkrzyczane dzieci i kłótnie między rodzicami nie pozwalają się nudzić. Dwa lata temu byliśmy na takich właśnie wakacjach w Łebie. Rodzice wynajęli dwa pokoje w jakimś mało ciekawym ośrodku. Jeden okupowali oni, jeden ja z moim młodszym rodzeństwem. Jedni chcieli siedzieć w domu, inni cały czas chcieli siedzieć na plaży, inni na lodach i gofrach. I jak tu im wszystkim dogodzić? Pogoda dopisywała jak nigdy – mówią, że w Polsce pogoda na urlop zawsze jest brzydka, tym razem to powiedzenie na szczęście się nie sprawdziło. Słońce grzało od rana do wieczora, na niebie tylko czasem pojawiały się chmurki, która jednak nie przysłaniały słońca nawet na sekundę.